Rozdział chyba w tej stronie najbardziej smutny,bo oddający to, czego wrócić się w żaden sposób nie da - dawną świetność Wrocławia. Nie będę tu opisywał w/g jakiegoś klucza, choć korci mnie by to wszystko podzielić na straty spowodowane bezpośrednimi działaniami wojennymi (mienie, życie) i konsekwentną polityką komendantury powodująca zniszczenia całych połaci miasta, co nie zawsze miało logiczne i militarne usprawiedliwienie. Najbardziej chciałbym poświęcić się na początku temu, co sercu mojemu najbliższe a więc zachodniej części Wrocławia. Buszując po Internecie, wszedłem korzystając z wrocławskiego forum GW na stronę z fotkami przedwojennego Wrocka.

Zawierała ona kilkadziesiąt zdjęć miasta sprzed okresu II wojny światowej. Właśnie dzięki niej i tym fotografiom odkryłem całe piękno i czar tych rejonów, w których dane mi było mieszkać lat 10.
To Szczepin i sąsiednie Popowice, Kozanów, Gądów (pamiętam jeszcze funkcjonujące lotnisko), Kuźniki. Nie przesadzę ze stwierdzeniem, że z tych miejsc tak naprawdę niewiele zostało.
Cała, przedwojenna Legnicka to wspomnienie (tam kręcono zaraz po wojnie "Warszawskiego Robinsona"). Zostało kilka kamienic, których ilość można na palcach policzyć, stoją one jak kikuty minionego czasu wśród blokowisk lat 60 -tych i 70 - tych. Od Gądowa, do pl.1 Maja, czyli 3,5 km uległo całkowitemu zniszczeniu.
Wspomnienie pozostało po budynkach na ulicach Popowickiej, Białowieskiej, Puszczańskiej, Lisiej, Żubrzej, Niedźwiedziej, Starogranicznej, Poznańskiej (wyjątek szkoła Plüddemanna i jednostka wojskowa), Zachodniej (jedynie budynek przy SP 103 ), Czarnieckiego, Kruszwickiej, Młodych Techników (z wyjątkiem technikum i obecnym budynkiem OUM).
Plac Strzegomski tak licznie fotografowany przed i zaraz po wojnie z wyjątkiem schronu Konwiarza również przestał istnieć.
Oprócz kościoła św. Mikołaja inny kościół św. Pawła równie piękny a znajdujący się na Legnickiej za pl.Strzegomskim, tuż za schronem zrównany został z ziemią. Uczciwie należy przyznać, że większość kościołów ze względu na charakterystyczne wieże, będące punktem odniesienia dla ostrzału artyleryjskiego została zburzona przez samych obrońców. Podobny los spotkał kościół pod wezwaniem Lutra (Niemcy wysadzili tam 100 -metrową wieżę kościoła), św.Kanzjusza i klasztor Dobrego Pasterza przy obecnym pl.Grunwaldzkim (innymi kościołami wrocławskimi zburzonymi przez obrońców były: św. Ducha na Gaju, Clemens Hofbauer na Grabiszynie, św. Jadwigi na Popowicach,
św. Henryka przy Glinianej, św. Elżbiety przy Grabiszyńskiej a także kościół O.O. Franciszkanów na Karłowicach). Przejdźmy jednak do chronologi pozostałych zniszczeń. Zaczniemy od dzielnicy naukowej, jaka znajdowała się na terenie dzisiejszego, wcześniej już wspomnianego pl. Grunwaldzkiego. Nie została ona zniszczona jedynie nalotami radzieckimi, ale konsekwentną polityką komendy miasta zmierzającą do wybudowania tam pasa startowego lotniska zapasowego. Lotnisko to miało powstać pomiędzy mostem Grunwaldzkim a mostem Szczytnickim. Ahlfen z Niehoffem w swojej książce twierdzą, że decyzja o wyburzeniu dzielnicy i budowie lotniska była decyzją Hitlera. Jednak z dokumentów znalezionych po wyzwoleniu Wrocka wynika jednoznacznie, iż podjęła ją komendantura miasta. Decyzja zapadła na skutek strat ponoszonych przez Niemców na lotnisku gądowskim i bliskości oddziałów radzieckich od pasa startowego na Gądowie (1000 m). Najpierw nowym lotniskiem miał być historyczny plac - pole (gdzie gościł Hitler w 31 lipca 1937 i 1938 roku - we Wrocławiu był także w 1936 r.) przy Stadionie Olimpijskim Konwiarza. Jednak nie było to miejsce dostosowane do ciężkich samolotów a i odległość od centrum miasta była spora.
Zdecydowano wtedy o wykorzystaniu jednej z najdłuższych, prostych ulic znajdujących się w centralnych dzielnicach miasta i wybór padł na Kaiserstrasse - dzisiejszy pl. Grunwaldzki.
Zniszczeniu uległ pas długości 1300 m i szerokości 300 m.
Do systematycznego wyburzania wyznaczono mieszkańców miasta, kobiety, młodocianych, internowanych, jeńców i więźniów.
Budowali wspólnie Niemcy, Polacy (powstańcy warszawscy), Włosi i Francuzi, Czesi, Holendrzy, Żydzi. Rozkazem komendanta twierdzy z 7 III stworzono specjalne grupy zajmujące się opróżnianiem mieszkań z dobytku, podpalaniem wyrzuconego mienia na ulicę. Następnie oddziały saperów systematycznie i planowo niszczyły wysadzając dom za domem (Brandkommandos). Po robocie saperów do dzieła przystepowały grupy robocze wywożące gruz i niwelujące teren (przy przebudowie placu życie straciło około 13 tysięcy osób!!). Kolejne domy przed wyburzeniem nie czekając na opróżnienie z mienia podpalano z miejsca poszerzając obszar o ul. Bujwida i Sienkiewicza (piękna ulica). Na pewno nie jeden z mieszkańców Wrocławia zauważył, że Most Grunwaldzki jest niższy niż przed wojną.
Brak wieżyczek wieńczących pylony to również efekt świadomej akcji niszczenia przez Niemców. Owo obniżenie miało pomóc w podejściu do lądowania i startu samolotom.
W sposób bezmyślny, wbrew zapowiedziom niszczono również inne rejony miasta pozbawiając je tak pięknych dzieł architektury jak domy przy Kazimierza Wielkiego, za pocztą na pl. Dominkiańskim
ul. Szajnochy. Pułk saperów spalił również pałacyk Schaffgotschów na placu Zgody. Zapomniałem dodać, że ofiarą techniki "spalonej ziemi " w okolicach pl. Grunwaldzkiego padły: Archiwum Państwowe, kliniki uniwersyteckie a także Instytut badawczy Węgla. Ta budowa kosztowała życie kilkunastu tysięcy ludzi.
Część zmarła z wycieńczenia (dotyczy jeńców i internowanych) a część w wyniku ostrzału artyleryjskiego i bombardowań radzieckich. Obszar planowanego lotniska został mianowany obszarem zamkniętym w rozkazie 34 z 16 III 1945 roku:
"Następujące ciągi ulic ogłasza się niniejszym za obszar zamknięty:
od Kaiserbrücke (mostu Grunwaldzkiego) na południe do Uferzeile (Wybrzeże Wyspiańskiego) wyłącznie;
na wschód: do Hobrecht - Ufer (Wybrzeże Pasteura) wyłącznie;
na północ : północna strona Fürstenstrasse (ul. Grunwaldzkiej do końca mostu Szczytnickiego) - Kleine Fürstenstrasse (ul Płowiecka);
na zachód : zachodnia strona Kleine Fürstenstrasse (ul Płowiecka) - Gertrudenstrasse
(ul Poznańczyka) - Kaiserstrasse (pl. Grunwaldzki).
Na obszar zamknięty nie wolno wchodzić ani żołnierzom, ani cywilom. Wyjątek oddziały łączności zaopatrzone w zezwolenie komendanta łączności twierdzy".

Reasumując zniszczono bezpowrotnie wiele budynków (resztę planowanych wyburzeń powstrzymały naloty radzieckie i nawała artyleryjska). Zniszczono dzieła architektury sakralnej jak wymienione kościoły oraz materiały historyczne znajdujące się w Archiwum
( historyczne dokumenty Śląska). Zginęło tysiące niewinnych ludzi, po to by z pasa startowego, jaki dane im było wybudować mógł wystartować jeden samolot. Samolot Gauleitera Hankego 6 V 1945 roku. Wszystkie próby lądowań szybowców zaopatrzeniowych i samolotów zaopatrzeniowych kończyły się niepowodzeniem, były strącane. Kolejna farsa historyczna, jedna z wielu towarzyszących Magicznemu Miastu w tych tragicznych chwilach. Chciałbym jednak dodać kilka zdań od siebie w polemice jaka miała miejsce w sieci na niektórych stronach WWW związanych z okresem wojny a szczególnie rzekomych tajemnic związanych z placem Grunwaldzkim. Nieprawdą jest, iż pod placem znajdują się jakowe tajemnicze schrony i przejścia łączące się ze schronem Konwiarza na Ładnej. Tego nie ma.
Jedyne, co mogło się ostać to zasypane małe, pojedyncze punkty oporu, jakich w myśl przyjętej taktyki mnóstwo było w tamtym okresie we Wrocławiu. Sam schron na Ładnej miał przeznaczenie zaopatrzeniowo - szpitalne.
Wszystkie te domniemania nie znalazły potwierdzenia wśród robotników i jeńców, którzy pracowali tam do końca
Nie tylko plac Grunwaldzki był miejscem planowanych wyburzeń. Niemcy nie oszczędzając zapasów palili magazyny Bielchowsky'ego na Pl.1 Maja, Dyckhoffa na Oławskiej.
Palono domy po południowej stronie ul Piłsudskiego, na Gajowej i Hubskiej ( 13 III 1945).
W gruzach legło Muzeum Śląskich Starożytności przy Krupniczej. Powód był oczywiście poważny, musiano bowiem zwiększyć powierzchnie placu Wolności i obawiano się, że samolot będący w dyspozycji dowództwa twierdzy "Fieseler Storch" mógłby zawadzić o budynek. Padła też pod rozkazami komendantury kolejna perła wrocławskiej architektury a mianowicie wieża na dzisiejszym Wzgórzu Partyzantów (Liebichshöhe). Zniszczono ją by uniemożliwić Rosjanom w wstrzelenie się we wzgórze, w którym był schron komendantury miasta. Padł też pałac Hatzfeldów i sąsiednie domy. Powód tego to ułatwienie prowadzenia ognia artylerii z Nowego Targu. W połowie marca rozpoczęto przygotowania z przeniesieniem komendantury twierdzy ze Wzgórza Partyzantów do Biblioteki Uniwersyteckiej na Wyspie Piaskowej. Grozą powiało, gdy kierownictwu biblioteki zakomunikowano, że budynek zamierza się wysadzić w powietrze, aby warstwą gruzu wzmocnić od góry schron komendanta.
Nie było dyskusji. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, iż kierownictwo biblioteki otrzymało zgodę na opróżnienie jej z księgozbiorów.
Od 20 III kobiety i dzieci zatrudnione przy opróżnianiu biblioteki przeniosły znaczną część zbiorów do kościoła Św.Anny i bursy leżącej tuż obok. Część książek jednak na rozkaz oficera niemieckiego wyrzucono do Odry nie bacząc na ich kulturalne i historyczne znaczenie. Procedurę tę jednak zakończono w obawie przed uszkodzeniem śluz i zapór na Odrze (młyn Maria).
Druga połowa marca to jeden wielki pożar Breslau.
Płonęły okolice Dworca Głównego, Hubska, Ślężna, Kościuszki, Opolska, pl. Zgody.
Nie wiedzieć, czemu Niehoff podjął decyzje o wypaleniu i wysadzeniu domów w śródmieściu pomimo faktu, iż nie znajdowały się w bezpośrednim niebezpieczeństwie walk.
Rozkaz 38 dowództwa twierdzy z 20 III 1945 roku brzmiał następująco:
"Pułk saperów. W toku dalszej rozbudowy umocnień spalone zostaną domy po południowej lub też zachodniej stronie Websky - Strasse (ul. Zgody) - Tauentzienstrasse (ul. Kościuszki) na całej długości - Freiburgerstrasse (ul. Swiebodzkiej) - Elferplatz (pl. Orląt Lwowskich) - Schwertstrasse (?) - Fischergasse ( ul. Rybacka) - Einundfünfzigerstrasse (?) od Odry południowej. Jednostki, które w tych domach mają swoje kwatery, muszą je opuścić, prace podpalania zostaną podjęte natychmiast"
Rozkaz uzupełniający do rozkazu 38 (z dnia 21 III 1945 ).
"W toku palenia Tauentzienstrasse (ul. Kościuszki) zwraca się uwagę wszystkim sąsiednim jednostkom na zagrożenie linii telegraficznych. Należy natychmiast zatroszczyć się o to, żeby przełożyć lub przełączyć sieć telefoniczną (połączenie jednostek i poczty)".
Niehoff swoim działaniem zyskał sobie przydomek "Nerona szalejącego we Wrocławiu".
Koniec marca to wypalanie okolic Traugutta oraz ciągów budynków na południe od Dworca Głównego i za zachód od placu 1 Maja. Cały dobytek wyrzucano bez pardonu na ziemię przed domy podpalano a następnie, co po niektóre wysadzano w powietrze. Szczególnie cierpiały budynki w pobliżu wszelakich skrzyżowań. By zwiększyć pole i kąt ostrzały większość budynków narożnikowych została zrównana z ziemią. Także możliwości logistyczne a szczególnie transport były przyczyną wyroków śmierci na inne domy w centrum i po za nim. Niszczono Krakowską spodziewając się ataku od Parku Wschodniego. Przykładem tego był kościół ewangelicki
(Königin Luise Gedächtniskirche) spalony 29 III a także browar "Hasse". Padł pod rękoma Brandeskommando kościół Św. Józefa w Wielki Czwartek 29 III. Kościół Św.Maurycego podpalono (g.17.00).To, czego nie udało się spalić rozbijano, bądź niszczono granatami.
Niemcy lokując baterie przeciwlotnicze na Wyspie Tumskiej oraz budując bunkry na terenie Ogrodu Botanicznego doprowadzili do zniszczeń spowodowanych nalotami bombowców radzieckich. Podobnie było na Traugutta gdzie bateria stała pod szpitalem w ogrodach klasztornych O.O. Bonifratrów.
Rosjanie bombardowali bez litości mimo wcześniejszych zapowiedzi emitowanych z głośników w południowych rejonach miasta i z latających kukuruźników. W Niedzielę Wielkanocną nalot trwał praktycznie 10 godzin. Bombardowano systematycznie Wyspę Piaskową, śródmieście a w Poniedziałek Wielkanocny zaczęło się piekło. Rosjanie używać zaczęli na ogromną skalę bomb fosforowych. W południe płonął cały Wrocław.
Prawie całkowicie zniszczono ulicę Świdnicką, Oławską, Piotra Skargi, W. Stwosza, północną, wschodnią i południową pierzeję Rynku, Pocztę Główną, Muzeum Sztuk Pięknych. Ucierpiał Uniwersytet Wrocławski. Ogród Botaniczny przestał istnieć po eksplozjach bunkrów z amunicją. Pożar szalał w budynkach pomiędzy Traugutta i Aleją Słowackiego.
Z powierzchni ziemi znikneły domy przy Nowym Targu, domy z Ostrowa Tumskiego, kuria arcybiskupia, kościoły Św. Wincentego, Maurycego, Michała, Mikołaja, Wojciecha. Do nawy katedry runęła jedna z płonących wież .Ocalały trzy kaplice: Elektorska, N.P.M.,
Św. Elżbiety. Płonął plac Katedralny, Szpital Św. Józefa, kościół
Św. Idziego (najstarszy).
Rosjanie bombardowali składy amunicji, zakłady wojskowe i rusznikarnie (przy ulicy Witosa).
Miasto z wolna zaczynało umierać.
Do końca, do swojej śmierci ani Ahlfen ani Niehoff nie przyznali się, (choć dokumenty mówią jednoznacznie inaczej) do planowego niszczenia i palenia miasta.
W "So kämpfte Breslau" pisali :
"Tak jak się to już stało przy rozbudowie gmachu dyrekcji kolejowej jako bastionu obrony na tyłach, tak też gdzie indziej przy przygotowaniu nowych linii obrony wyrzucano na ulicę łatwopalny sprzęt domowy. Tak posunięto się nawet dalej gdyż celowo podpalano ze swej strony zabudowania nadające się szczególnie do obrony, głównie mury zewnętrzne i wewnętrzne. E tego rodzaju wypalane pola walki leżały na bezpośrednim obszarze frontu i po za okręgiem potrzebnym ludności do celów mieszkalnych, nie wymaga żadnej specjalnej wzmianki".
"Ordnung muss sein!!" i był ordnung. Zgodnie z poleceniem Goebbelsa by nie oddawać Rosjanom swoich miast całych i by je niszczyć, dowództwo twierdzy wykonywało pieczołowicie. Generalnie około 75% wszelkich zniszczeń było dziełem samych obrońców. Zanim przejdę do statystyk chce jednak za Jońcą i Koniecznym przypomnieć kilka faktów.
Zniszczono ponad 90% zabudowań i infrastruktury miejskiej na południe od linii kolejowej Wrocław - Jelenia Góra. Niektóre ulice i place (od Piłsudskiego do pl. Powstańców Śląskich, plac Orląt Lwowskich, pl. Kościuszki, Dominikański, pl. Mikołaja, pl. Zgody, ulica Świebodzka, Długa) znikneły z mapy miasta. Nie ma już przedwojennego Kozanowa, Popowic, Szczepina. Nie ma dzielnicy naukowej na obecnym pl. Grunwaldzkim.
Całkowitej zagładzie uległy wszystkie domy na ulicach: Lwowskiej, Komandorskiej, Zaolziańskiej, Małej, Lubuskiej, Studziennej, Sanockiej, Sieradzkiej, Grochowej, Gwiaździstej, Inowrocławskiej, Ostrej. Można wymieniać dziesiątki ulic i domów oraz osiedli. Najprościej jednak wymienić to, co wcale lub mało ucierpiało a były to: Biskupin, Sępolno, Karłowice, Różanka, Zacisze.
Przejdźmy, zatem do statystyki.
Z 30 000 domów ocalało 10000.
10000 domów było całkowicie zniszczonych bez szans na odbudowę w reszcie zniszczenia wynosiły ponad 50%.
8 000 000 m3 gruzu zalegało na ulicach po wyzwoleniu Wrocławia.
64% zniszczonej infrastruktury przemysłowej miasta.
60% zniszczonych elektrowni.
70% zniszczonej sieci rozdzielczej.
25% zniszczeń siłowni wodnych.
100% sieć oświetleniowa.
80% zniszczeń taboru i sieci tramwajowej.
100% sieci górnej tramwajowej.
Z 273 wozów silnikowych tramwajowych zniszczono: 33 w 100%, 157 w 50%, 73 w 25%.
10 km i 750 punktów uszkodzeń kanalizacji miejskiej.
60% zniszczeń urządzeń produkcyjnych i pomocniczych gazowni.
80% zniszczeń sieci gazowniczej.
100% zniszczeń gazowego oświetlenia ulic.
0% funkcjonujących szpitali po wyzwoleniu.
Zanim jednak przejdę do strat wśród ludności i wojsk nie sposób pominąć te, jakie poniosło miasto w sferze historycznej i kulturalnej. Pominę generalnie jednak te dzieła sztuki i księgozbiory, jakie udało się Niemcom z miasta ewakuować. Wspominałem o pożarach i systematycznych wyburzeniach miasta a także bombardowaniach. To właśnie te działania obu walczących stron doprowadziły do bezpowrotnych strat wśród wrocławskich księgozbiorów. Przykładem niech będzie wcześniej wspomniana Uniwersytecka gdzie pomimo ewakuacji 300 tysięcy woluminów w dniach oblężenia zostało ich jeszcze pól miliona. Część spłonęła trafiona bombą (oddział filologii klasycznej), a część zakończyła swój byt w nurtach Odry wyrzucana tam bezmyślnie na rozkaz niemieckiego oficera. W marcu spłonęło Muzeum Archeologiczne z księgozbiorem filologii klasycznej. Zniszczone zostąło Archiwum Miejskie przy przebudowie placu Grunwaldzkiego. Jako koszmarną ciekawostkę można dodać iż część z książek wydziału prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Posłużyła do budowy barykad w okolicach budynku uniwersyteckiego. W wyniku działań wojennych spłonęły w Zakładzie Antropologii szczątki Henryka Pobożnego gdzie trafiły z rozkazu Hankego celem dokonania badań antropologicznych.
Straty wśród ludności cywilnej i stron walczących do dnia dzisiejszego nie są jednoznacznie znane. Brak dokładnych statystyk wynika z faktu, iż tak naprawdę nikt dokładnie nie wiedział, jaki jest stan na dzień 16 II 1945 roku, a więc dzień zamknięcia pierścienia oblężenia wokół miasta. Gro osób opuściło Wrocław w ramach styczniowej ewakuacji, o czym wspomniałem w rozdziale dotyczącym przygotowań. Jednocześnie do miasta wciąż napływały grupy osób i oddziałów wojskowych uciekających ze wschodu przed nawałą radziecką. Nie ma dokładnej statystyki zgonów albowiem nie była na bieżąco aktualizowana a część z ksiąg po prostu zaginęła lub została zniszczona w trakcie działań wojennych. Wszystkie dane opisane przez historyków a także autorów książek, z których korzystałem, są danymi przybliżonymi w pełni orientacyjnymi. Wszystkie urzędy dzielnicowe uległy zniszczeniu lub po prostu zawiesiły działalność a wszystkie (tylko zgłaszane -1856), notował jedyny czynny w mieście Urząd Stanu Cywilnego. Oprę się za Jońcą i Koniecznym na zeznaniach naczelnego lekarza twierdzy, który twierdził, iż w przeciągu pierwszych 6 tygodni oblężenia od 15 II do 30 III zginęło we Wrocławiu około 50 000 cywilów. Od 1 IV do 6V kolejnych 30 000 osób cywilnych. Powszechnie uważa się te liczbę za realną, choć pomniejszoną, bo pominięto około 13 000 osób zabitych i zmarłych przy przebudowie placu Grunwaldzkiego. Osoby zmarłe bądź zabite podczas styczniowej ewakuacji miasta szacuje się na około 90000.
Reasumując bilans strat ludności cywilnej zamyka się liczbą 170 tysięcy ofiar. Jest to jak wspomniałem liczba szacunkowa, bowiem tak naprawdę było ich znacznie więcej. Do dziś są w mieście miejsca, w których spoczywają jego obrońcy w bezimiennych mogiłach jak również miejsca w żaden sposób nie oznakowane a kryjące szczątki obrońców. Będąc jeszcze dumnym pierwszoklasistą w SP 103 na Zachodniej, pamiętam jak na placyku przy ulicy Rybackiej i Sikorskiego w miejscu gdzie stał kościół Św. Mikołaja bawiłem się wykopanymi nieśmiertelnikami niemieckich żołnierzy, jakie walały się wśród zbielałych kości w wykopie pod sieć wodociągową. W 1973 roku w piwnicy OUM przy Młodych Techników, znaleźliśmy z kolegami zasuszone zwłoki wehrmachtowca i uciekliśmy, co sił w nogach. Przygód takich i tym podobnych można przytaczać masę, bo są one udziałem wielu mieszkańców Wrocławia.
Przejdźmy jednak do strat po stronie niemieckiej i rosyjskiej.
Obaj komendanci twierdzą, że straty niemieckich wojsk zamknęły się liczbą 29000 osób
( 6000 zabitych i 23000 rannych). Są to liczby zaniżone, o czym mogą świadczyć inne źródła w tym kartoteki poległych żołnierzy niemieckich, w których liczby te oscylują wokół wartości 6276-6300. Innym powodem, dla którego trudno szacować prawdziwe straty wśród żołnierzy były mogiły zbiorowe, w których chowano więcej poległych niż było zanotowane na tabliczce nagrobnej i w księgach zgonów. Ten element pochówku dotyczył jednak obu stron walczących. Nie wliczano w to osób, które zginęły próbując wydostać się z oblężonego miasta z Gądowa samolotem bądź jako dezerterzy (rozstrzelani i zaginieni) a były to liczby idące w tysiące. W momencie otwarcia miasta przed wojskami radzieckimi w szpitalach fortecznych i cywilnych znajdowało się około 8000 rannych obrońców.
Straty rosyjskie. Rosjanie w przeciwieństwie do Königsbergu (Kaliningradu) i Kolberga (Kołobrzegu) nie szli na żywioł i po większych stratach w sprzęcie (czołgi i działa pancerne na ulicach miasta) zastosowali oszczędną taktykę wyczekiwania i nękania obrońców miasta. Generalnie zdobyli się na dwa potężne szturmy miasta ten z marca i Wielkiej Nocy. Skupili się na bombardowaniach i ostrzale artyleryjskim prowadzonym z zachodu i południa miasta. Kierunek ten prawdopodobnie był obrany ze względu na brak mostów po drodze do centrum miasta, co miało niebagatelne znaczenie dla ciężkiej broni pancernej.
I właśnie na południu miasta, koło Partynic wznosi znajduję się cmentarz (na przekór historii tamtych wydarzeń naprzeciw dawnych koszar niemieckich), na którym została pochowana część z poległych żołnierzy radzieckich. Aż trudno uwierzyć ale chodząc tymi zapuszczonymi alejkami ze zdziwieniem i grozą można stwierdzić ,że duża część tych młodych żołnierzy oddała życie 6 V a więc w ostatnim dniu walk o "Festung Breslau".
Na cmentarzu na Krzykach znajdują się 763 mogiły (69 bezimiennych i 763 indywidualne).
Na cmentarzu w Skowroniej Górze jest 379 zbiorowych mogił z pochowanymi 7121 żołnierzami radzieckimi. Straty te jak widać są porównywalne z niemieckimi, chociaż raz jeszcze należy przypomnieć o tych, którzy ginęli pod walącymi się domami, tonęli w Odrze, płonęli w piwnicach a których potem już nie odnaleziono.
Miasto Breslau umarło wtedy naprawdę. Nie cofnie się czasu, kiedy Powstańców Śląskich była najpiękniejszą ulicą Dolnego Śląska, ulicą, perłą architektury wrocławskiej. Nie będzie już kościoła Św. Pawła i Św.Mikołaja o jednej z największych wież we Wrocławiu wieży. Nie ma już Szczepina, cudownych Popowic tak bliskich w architekturze osiedlu Sępolno, nadodrzańskich bulwarów willi na Krzykach. Nie będzie restauracji w Parku Południowym tak pięknej, że wraz z Ratuszem stała się nieodzownym elementem, jaki gościł na pocztówkach z Breslau. Nie będzie pałaców, muzeów i dzielnicy naukowej.
Wzgórze Partyzantów, choć jest nadal nie jest już tak piękne jak kiedyś, gdy górowała nad nim wieża i grały ogrodowe orkiestry. Świdnicka pełna przedwojennego czaru wraz z placem Wolności też są już bez tej wrocławskiej przedwojennej duszy. Nie ma już establishmentu i złota Wrocławia. Urządzamy igrzyska - a to koszmarna fontanna w Rynku, a to lodowisko za ogromne pieniądze, a czy ktoś pomyślał o odbudowie wieży na Wzgórzu Partyzantów, o odbudowie Fontanny Neptuna?
Nie ma już Poelziga, Plüddemanna, Heima, Konwiarza, Berga, Moshamera, Rumpa, nie ma wielu innych wspaniałych.
Ale to nie jest tak naprawdę powód do smutku. Miasto żyje i staje się coraz piękniejsze.
Z każdym dniem wraca ta zapomniana dusza do niego, ulice odzyskują barwę i koloryt.
Był Breslau a teraz Wrocław zawsze miastem europejskim bez względu na władze i ustrój.
Bo miasto to tworzyli i tworzą ludzie, czyli My. To właśnie jego mieszkańcy i ci, którzy go kochają tworzą ów niepowtarzalny i godny pozazdroszczenia klimat. Klimat, do którego zawsze można wracać, klimat i atmosferę, jakiej nigdzie indziej w świecie nie ma.

bonczek/hydroforgroup/®;

Zakończenie Zniszczenia Kapitulacja Walki Wstęp Ofensywa z 12 stycznia 1945 Przygotowania do obrony Komendanci "Festung Breslau" Menu